Dziś będzie o popularnym ostatnio eco-drivingu, czyli jeździe ekonomicznej. I nie będzie tu jakichś pierdół w stylu: “Zapisz się na kurs eco-drivingu i walcz z globalnym ociepleniem”, bo od tego typu gadania tu już się mdło robi. (Nie wiem, kto jeszcze wierzy w bajki o wpływie człowieka na GO?) Będą proste rady praktyczne dotyczące codziennej jazdy.
Żeby nie było, że to jakieś informacje z palca wyssane zacznę od kilku danych na temat mojej jazdy.
Na co dzień poruszam się samochodem Toyota Yaris 1.4 D4D, 90 KM. Średnie spalanie w mieście przy moim stylu jazdy – 5 – 5,5l, w trasie – 4-4,5l, rekord w trasie to 3,5l. Oczywiście wszystkie dane w przeliczeniu na 100 km.
Jak to robię?
Otóż, stosuję podczas jazdy kilka prostych zasad:
- Pewnie się narażę autorom większości poradników o ekonomicznej jeździe, ale przed ruszeniem kilka minut rozgrzewam silnik. Słyszałem już wiele opinii o tym, że w nowych silnikach jest to niepotrzebne, ale nie zgodzę się z tym poglądem. Przegazowanie nierozgrzanego silnika nie działa dobrze na jego elementy, szczególnie w silnikach o zapłonie samoczynnym ucierpieć może turbosprężarka. Popatrzcie tylko na niektóre kopcące diesle. Ich właściciele stosowali się do rady i nie rozgrzewali silników przed jazdą. Efekty, w postaci kłębów czarnego dymu, widać każdego dnia w korkach;
- Jeżdżę na dość niskich obrotach, tzn. maksymalnie 2000 – 2500 obr./min;
- Staram się nie jeździć na luzie. Gdy widzę, że będę musiał się zatrzymać, po prostu redukuję biegi i hamuję silnikiem do II. W nowych silnikach, podczas takiego hamowania odcinany jest dopływ paliwa, czyli faktyczne spalanie podczas zwalniania wynosi zero. Ponadto hamując w ten sposób oszczędzam klocki hamulcowe, które drastycznie wydłużają swoją żywotność.
- Nie wożę w bagażniku zbędnego balastu. Nawet nie maiłem pojęcia, że wcześniej woziłem tak dużo niepotrzebnych rzeczy ze sobą.
- Na dłuższych postojach gaszę silnik. Ale podkreślam – dłuższych. Niektórzy sugerują wyłączanie silnika na postojach ponad 30 sekundowych, ale uważam, że jest to bezcelowe. Podczas odpalania silnik pobiera dużo więcej paliwa, niż podczas pracy na niskich obrotach. Ponadto zużycie elementów silnika w czasie startu jest największe.
- W trasie staram się utrzymywać stałą prędkość, unikam gwałtownych przyspieszeń i hamowań. Jeżdżę z prędkością około 90 km/h.
- I oczywiście dbam o swój samochód. Właściwe ciśnienie w oponach to podstawa, a tak wielu kierowców to zaniedbuje.
Tych kilka zasad pozwala mi zmniejszyć zużycie paliwa o około 20%, czyli w kieszeni zostaje dość spora suma pieniędzy. Oczywiście taka delikatna jazda sprawia, że wszystkie elementy samochodu zużywają się wolniej i pracują lepiej. Zyski, które dzięki temu osiągam są dość trudne do oszacowania, ale na pewno jest to kilkaset złotych rocznie. Jeśli nie lubisz wydawać niepotrzebnie pieniędzy polecam i Tobie powyższe rady. Stosowanie ich szybko staje się nawykiem. A poza oszczędnością podnosisz komfort jazdy oraz bezpieczeństwo, a to jest przeciez najważniejsze.

13 kwi 2009 o 12:08
Moim Fordem S-Max 2,0 TDCi (dwa razy większym od Yarisa) palę w mieście poniżej 6 litrów, a w trasie 5 litrów i gwarantuję Ci, że nie wszystkie Twoje rady mają sens. Dokładnie 4 z 7 nie są do końca zasadne, a więc większość.
27 kwi 2010 o 18:51
Witam też jestem instruktorem, jeżdżę Toyotą Yaris 1.33.
Spalanie różne ok.6,1-6,7. Zależy kto jeździ. Kursant, jak to kursant, hamuje, gazuje i przeciąga na biegach. Z punktami 2,3,4, się zgodzę. 7 może niewielkie. Przyznam Ci rację w jednym, że moda reklamowania kursów w stylu eco-drivingu mnie też już mdli. A w szczególności te oklejony samochody z wielkimi napisami “eco” i coś tam.
Przecież w tym stylu ( bynajmniej ja ) uczymy od dawna.
Tylko że teraz to – to taka nowa moda na zabłyśnięcie